Brzmi jak zart ale dziwnie prawdziwie zarazem. Moze potrzebujemy resetu. Bo przeciez te wszystkie szkoly, kursy ktore obiecuja ze znajdziesz zatrudnienie, te wszystkie zjazdy gdzie kladzie sie nacisk na lapanie kontaktow w "industry", cale to "networking"... Jedz i lap kontakty! Zawieraj udawane przyjaznie zeby moc je potem wykorzystac do zlapania roboty! Wszystko jest nastawione na zarabianie kasy. Coraz mniej jest rysowania dla przyjemnosci rysowania, modelowania czy rzezbienia dla przyjemnosci. Jak sie uda zarobic na tym - super. Ale wydaje sie, ze nastapila taka industrializacja sztuki, taka instrumentalizacja, ze coraz czesciej ludzie uzalezniaja w ogole robienie czegos jedynie jesli beda mogli z tego zyc i to zyc dobrze. Splycenie sztuki do funkcji narzedzia. Gratyfikacja nie jest juz skonczenie projektu ale wlasnie zarobienie na nim. To oczywiscie wazny aspekt bo sie same rachunki nie zaplaca. Ale to przewartosciowanie, to stawianie na pierwszym miejscu kaski a spychanie samej sztuki do roli juz tylko sluzebnej w osiagniecu celu jest w pewnym stopniu obrzydliwe. Tak jakby piekny, cielesny akt dwoch kochajacych sie osob zostal splycony do transakcji a te wszystkie industry studios byly burdelami w ktorych sztuke sie sprzedaje. Handluje sie nia jak seksem a kto stal sie dziwkami nie trzeba chyba mowic. Wiec moze potrzebne jest takie arystotelejskie katharsis - oczyszczenie. Moze to dobrze gdyby caly ten "przemysl" padl na ryj, niechby i przejelo udawane "AI" role tworzenia kolejnych filmow o superhirouz, kolejnych Call of Duty, kolejnych piosenek w ktorych bardziej liczy sie czy piosenkarka ma fajny tylek i potrzasa nim na scenie jak jakas malpa w godowym tancu a glos, melodia czy slowa piosenki sa juz tylko pretekstem do tego striptizu. Moze pora przywrocic sztuce godnosc i niech zostana przy niej ci, co na prawde chca to robic i wkladaja w to serce. A "industry veterans" tworzacy na autopilocie kolejne rzeczy schodzace z tasmociagu PRODUKCJI..? Juz dawno stali sie robotami. Moga rownie dobrze sie przekwalifikowac i zostac operatorami czegos tam. To wlasnie ci pracownicy artystycznych burdeli zwanych studiami najczesciej przekonuja ze "AI" jest tylko narzedziem. Bo dla nich liczy sie juz tylko efektywne stworzenie kolejnego, standardowego orka, smoka czy robota, ktory bedzie ginal na ekranie w osmej odslonie tej samej gry albo w dziesiatej serii serialu. Chca sie odciazyc tak bardzo jak to tylko mozliwe, dac od siebie jedynie niezbedne minimum bo przeciez trzeba napierac z PRODUKCJA i gonic DEADLINE! Wiec niech to cale entertainment industry plonie. Niech zostana na placu boju najbardziej oddani, najbardziej zdeterminowani. Ci ktorzy bez sztuki zyc nie umieja. Niech zostana artysci. A ci, ktorzy sami siebie od dawna nazywaja nie artystami a rzemieslnikami, znajda sobie jakies inne zajecie i pewnie nawet bez wielkiego zalu. Niech powstanie kilka fajnych filmow rocznie, kilka fajnych gier. Teraz kazdy z nas ma jakies setki gier, w ktorych duza czesc nawet nie sprobuje zagrac. Kazdego roku wychodzi tyle filmow, ze chyba nikt nie oglada ich wszystkich. Zalamanie sie tej nadprodukcji to nic zlego. Przepedzic ladacznice, zamknac burdele. Niech znowu odrodzi sie prawdziwa milosc i skonczy sie kupczenie i pogon za milionami, miliardami. Na pewno nie bede plakal po zamknieciu jeszcze kilku przybytkow rozpusty co zmienily cos szlachetnego i wznioslego w narzedzie do zarabiania.