Jump to content

OmeN2501

Members
  • Content Count

    1,667
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    12

OmeN2501 last won the day on June 24 2013

OmeN2501 had the most liked content!

Community Reputation

735 Excellent

4 Followers

About OmeN2501

  • Rank
    Demotywator

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. No przy tym juz naprawde mozna sie czepiac tylko szczegółów i guscików. Rewelka jak dla mnie. Jakby zupelnie inni ludzie nad tym pracowali :P Postacie ciekawe, fabula przemyslana, zwiazki przyczynowo skutkowe sa, humor wreszcie zabawny a nie krepujacy. No i jakie to swojskie jest! Cud, miód i orzeszki. Gratulacje dla całej ekipy i sorry ale ten watek na pewno nie spuchnie jak poprzedni - film za dobry :P PS: Detektyw MAREK OKO? Ryli?? :P -
  2. Zgadzam się Baggins ze wszystkim co powiedziałeś. Podoba mi się pomysł na tak nowoczesne przedstawienie tych legend, podobają mi się te współczesne naleciałości w Smoku, pisałem już o tym. Ale wśród tych wszystkich celów, wśród chęci pokazania ze można, w szukaniu targetu, walczeniu z produkcją, ogarnianiu nowych technologii itp itd osobiście uważam ze zgubiło się gdzieś serce tego filmu. Zgubiła się wam gdzieś historia która chcieliście przekazać. I po raz kolejny wiem ze to tylko reklama ale sam mówiłeś (co zresztą widać) że było tu sporo swobody. I gdzieś tam pod tymi wszystkimi priorytetami które musiałeś jakoś balansować, o których ja nawet nie mam pojęcia, powinien chyba być jakiś jeden nadrzędny: "Mam historie do opowiedzenia, chce coś ludziom przekazać. Ta cała maszyneria jaką obsługuję, ten cały film jaki ogarniam powinien mieć serce które bije" Przynajmniej ja tak sobie wyobrażam prace nad swoim filmem, jak kiedyś wyhoduje wystarczająco dużo odwagi by choć raz zrobić to co ty robisz na co dzień. Ale wracając do tematu, wszystkie te moje komenty, pouczania, wytykania błędów, chciałbym żeby służyły jednej rzeczy - nie chodzi tu o jakieś "kajajcie się Platidze bo znalazłem błąd w scenariuszu" tylko o to żebyście przy następnej produkcji możne starali się troszkę bardziej pamiętać o tym że te wszystkie sztuczki i technologie i konwencje służyły temu by film był o czymś, by miał czyste konkretne przesłanie. Ja wiem że wiele z tych rzeczy o których mówię to kwestia gustu i roi się tu od subtelności które dla każdego znaczą coś innego. I może idealizuje to wszystko za bardzo... Ale w tym waszym Smoku jest tyle szumu informacyjnego, tyle sprzecznych sygnałów jeżeli chodzi o bohaterów i przesłanie że przygięcie tej konstrukcji do bardziej klasycznych ram scenariuszowych wydało mi się jedynie słusznym lekiem. I wciąż uważam że pomogło by w odbiorze filmu przez wszystkich a nie tylko "target". Ciężko mi było przejść koło tego filmu obojętnie, choć wiem że to głownie mój problem, syndrom nie spełnionego artysty, Tym niemniej naprawdę chciałbym żeby wasza następna produkcja nie uczyła was nowej technologi, a nauczyła czegoś o życiu nas, widzów.
  3. Pewnie zapamiętuje wybiórczo pojawiające się tu posty ale jakoś linczu nie widzę. W zdecydowanie przeważającej części pojawiające się głosy dezaprobaty maja jakieś uzasadnienie, wyjaśnienie, przykłady. Prócz pojedynczych wyjątków nikt nie atakuje osobiście Tomka czy Platige. Może trochę naiwnie liczyłem na jakaś polemikę od autorów filmu bo naprawdę i szczerze jestem ciekawy dlaczego podjęto takie a nie inne decyzje, szczególnie w sprawie prowadzenia głównego bohatera i konkluzji historii. Oczywiście nie jest to żądanie wyjaśnień bo absolutnie nikt się nie musi z niczego nam tłumaczyć. I tak uważam mamy jakiegoś niesamowitego farta że mamy dostęp do głów które ogarniają tak wielkie projekty. Domyślam się tez ze twórcy filmu są niesamowicie zajętymi ludźmi, ale milo by było coś konkretnego od nich usłyszeć. Na razie sie dowiedziałem tylko ze taka konwencja była z założenia i że jej nie rozumiem. Mimo paru lat pracy w branży w oczach większości pewnie wciąż jestem kanapowym ekspertem, ale mimo to jako entuzjasta sztuki filmowej naprawdę chciałbym się dowiedzieć jaka ta konwencja była, dlaczego wymagała złamania tak wielu kanonów storytelingu, ewentualnie jakie były alternatywne wersje tej historii i dlaczego została wybrana właśnie ta. Ja wiem że to wygląda jakby banda niedoświadczonych kolesi, którzy w życiu filmu nie popełnili, domagała się wyjaśnień od najbardziej doświadczonego teamu w Polsce (w sumie to nie tylko tak wygląda ale chyba tak jest) ale z drugiej strony może dało by się też dostrzec ze ta banda niedoświadczonych kolesi jednak reprezentuje trochę wyższy poziom wiedzy filmowej niż przeciętny widz i możne warto by było z tą bandą pogadać przez chwile. Może obie strony wyciągną z tej rozmowy coś pozytywnego.
  4. Z ciężkim sercem muszę przyznać ze od czysto scenopisarskiej strony Norden ma sporo racji.... mimo ze tak koszmarnie to komunikuje... Ten film ma niestety wiele problemow, z czego warstwa wizualna akurat broni się najlepiej. Tu widać fundamentalne błędy w opowiadaniu historii i tworzeniu świata które niestety rezonują przez resztę filmu sprawiając ze ciężko się go ogląda. Wydaje mi się że większość widzów nie do końca nawet jest w stanie określić co im się nie podoba tylko jakoś podświadomie nie kupują tej historii, bo coś jest nie tak. Ale ładnie wygląda, jest z Polski, znajome widoczki w klimacie SF to fajnie, to lajkuje. Mam nieodparte wrażenie ze wystarczyło skonfrontować scenariusz filmu z jakaś podstawowa lista "jak pisać ciekawe historie" czy popularną na necie lista Pixara "The 22 rules of storytelling" by wyeliminować większość z nich. Popatrzmy na przykład na bohaterów. Kolesia poznajemy jak spocony nagrywa tyłek koleżanki swoim cyber pieskiem. Uhhhhh. Niejasno sie z tego tłumaczy, jakieś ma odruchy dziwne, kopie tego swojego robo pieska i na dodatek jest ubrany o jedna warstwę ubrań więcej niż reszta ludz w scenie. Ja wiem ze to brzmi głupio i może się wydawać szczegółem ale to porostu jedna z wielu lampek alarmowych jakie zapalają mi się w głowie patrząc na niego. Z panienka wcale nie jest lepiej. Nie pomaga ze jej prezentacja zaczyna się od jej dolnych partii, nie pomaga ze od razu zaczyna dręczyć naszego bohatera zarzutami o podglądanie, perwersje i konstruowanie zboczków. Ja rozumiem ze to taki żarcik miał być, że aż tak się dobrze znają i w ogóle ale to jest tak niskich lotów ze aż budzi zniesmaczenie. Bo jak wszyscy wiemy kobiety uwielbiają ten rodzaj zabawnej flirtacji kiedy ich krocze jest nagrywane przez zdalnie sterowanego drona... Scenę ta całkiem zatapia dla mnie fakt ze aktorzy tak ja poważnie zagrali. Nie ma tu luzu nie ma zabawy jest sucha scena poruszająca przyciężkawy temat naruszania prywatności. Ona wydaje się naprawdę urażona tym ze jest nagrywana (i powinna!) on głęboko zażenowany ze został przyłapany (i powinien się czuć!) po czym na końcu okazuje się ze to żarcik jednak taki i ona go lubi i w sumie lubi być nagrywana... I my mamy lubić te postacie po tych pierwszych scenach ?? A przecież na nich opiera się dramaturgia całego filmu! A wystarczyło by piesek nagrywał wszystko z boku, biegając wzdłuż linii bocznej boiska (nie ma tyłka panienki), trafia go piłka, panienka zanosi go do kolesia, "Czy ty mnie nagrywasz?" "Eeee właściwie to uczę Robika grac w kosza" "Wow! to on umie grac w kosza" "No jeszcze nie całkiem ale już nieźle podaje piłkę, popatrz" Kładzie Robikowi piłkę na zadku a ten ja podrzuca z taka silą że ta leci gdzieś zupełnie za boisko "Może kosz nie jest jego powołaniem" mówi panienka "Ehe" odpowiada koleś, "Powodzenia z dalszą nauka" mówi panienka odchodząc a koleś przełamuje się i zaprasza ja do kina. Pojawia się Smok. Jak mówiłem te problemy z postaciami rezonują przez cały film. Główny bohater tak mocno wszystko przeżywa i jest tak intensywny ze w ogóle do tego filmu nie pasuje, pogłębiając tylko dysonans miedzy poszczególnymi scenami.W ogolę cały film czasem chce być luźna komedia sf (to akurat mu całkiem fajnie wychodzi) a czasem psychologicznym dramatem (tu leży całkiem). Podobne sprzeczności niestety przebijaj się tez w tworzeniu świata. Bo niby mamy niedaleko przyszłość, ale znowu wstawki telewizyjno internetowe sa na wskroś dzisiejsze. Bo niby jest luźna jajcarska konwencja Smoka i tych jego porwań (co akurat się fajnie sprawdza jako satyra na współczesną społeczność internetowa) ale zaraz znowu mamy sceny gdy bohater cierpi na podłodze, i gdzieś się włącza wojsko w to wszystko i tworzy się totalny chaos w budowaniu przekazu dla widza. Ten film stara się być chyba wieloma rzeczami na raz które nie graja ze sobą zbyt dobrze Niestety główną bolączką jest dla mnie to ze w tym wszystkim zaginęło gdzieś przesłanie legendy o Smoku Wawelskim. W waszym Smoku spryt potrzebny do pokonania brutalnej siły został zastąpiony przez rozwiązanie niemal ex machina. Bo gdzie tu spryt głównego bohatera? W waszym świecie, w całkiem niedalekiej przyszłości, gdzie nie ma żadnych humanoidalnych, cybernetycznych robotów na ulicach, jeden spocony neurotyczny koleś przez noc jest w stanie zbudować idealna cybernetyczna replikę kobiety (Pomijam już kolejne zagmatwanie fabularne wynikające ze faktu ze "owieczka" została zastąpiona kobietą, i ze inna kobieta jest jednocznie celem głównego bohatera i ze właściwie to on już może sobie budować kobiety i wtf). No sorry ale to oznacza ze już wszystko możne się w tym filmie wydarzyć. A jak wszystko się może wydarzyć to na czym nam widzom ma zależeć? Ja rozumiem ze to reklama, nie ten target, ze łamanie konwencji, ze nie ma jednego rodzaju narracji itp itd ale dobry film to dobry film. I jest dobry dlatego ze ma solidne podstawy, że ma czysty jasny przekaz, że rezonuje w jakiś sposób z widzem, że wpływa na emocje, uczucia. Boli mnie ten Smok bo widzę tu potencjał na to wszystko. Mogło być sprytniej, zabawniej, z sensem i to nawet w obrębie tych samych scen. Śmiem twierdzić że "gimbazie" sprytniejszy, bardziej przemyślany film spodobał by się jeszcze bardziej. Nie wspominając o tym ze jakby to był po prostu dobry film nie czepialibyśmy się aż tak tych technicznych aspektów. Cala ta ściana tekstu jest oczywiście tylko moim zdaniem i w sumie pisze ja bardziej dla siebie niż dla Tomka. Zawsze mnie boli jak widzę taki potencjał który się rozszedł na boki bo scenariusz nie respektował pewnych zasad. Zasad które mogą się niektórym wydawać archaiczne ale się sprawdzają ciągle i w kółko, których ślady można znaleźć w każdym jednym filmie uznawanym po latach za klasykę. Dobry film to dobry film, nawet jak jest reklama. Ten film jest niestety tylko ładny...
  5. Tak ze trzy razy pod rzad obejrzalem. Przecudowny! Tyle boskiej akcji, tyle cudnych designow, tyle dobra! Tylko nie mowicie ze ta czorna w jednym ujeciu to Yennefer jest... Siakas taka malo wyrazista... Jak w przypadku poprzednich czesci leci preorder na kolekcjonerke ;]
  6. ADEK: "ta praca Marka Okonia, która nie robiła na mnie akurat takiego wrażenia" Marek Okoń to zapamieta :P A tak powaznie to super wyszlo, dobrze ze sam nie musialem swojego obrazu kupowac ;] Jakby co w nastepnej edycji tez pewnie wezme udzial.
  7. EC: Ja tam zadnych sztuczek zaawansowanych nie stosuje. Na surowy render nakladam zazwyczaj teksturki dwie (na "duzy" i "maly" brud ) z odpowiednim maskowanem, a pozniej detale juz dopracowuje zwyklym ostrym kwadratowym brushem. Mam chyba jakis brush osobny do punktowego naladania jakich brudow ale to nic specjalnego nie jest. Jak masz brushpack Kuciary to masz i moje brushe ;] Tymkno, Michalo: Okreslenie czasu ile ci zejdzie z 3d to jest kluczowa sprawa, dosc indywidualna dla kazdego projektu. Przy Eurece np kiedy modeluje tylko prosty przylegajacy do ciala body armour to w dzien masz gotowa baze. Przy warhammerze gdzie ta zbroja ma bardziej skomplikowane oplytowanie i wiecej elementow no schodzi sie z tym dluzej. Czy warto to tez kwestia indywidualna. Przy ostatnim obrazku chcialem by bylo malarsko i tam jest 90% malowania brushem i reszta fotki podmalowane, tyle. Zero 3d. Natomiast jak wiem ze klient lubi ostre krawedzie i duzo detalu to wiadomo ze dluzej mi zejdzie dlubiac to brushami w szopie niz modelujac i renderujac baze do podmalowki. Z zbrushem to na poczatku chwile walczylem, teraz to juz w miare smigam... przynajmniej na tyle na ile potzrebuje :P Nereida: Bazowe gole ludziki to importy z DAZ3d. Niektore propsy tez sa stockowe. Ale reszte sam dlubie tr3buh: No ale ten render w zbrushu to taki mocno sredni jest. Nie wiem czy nie da sie tego zbrushowego texturowania do Keyshota przeniesc thou... musze to sprawdzic. Tez by pomoglo ;]
  8. Hehe. Takiego artbooka z TLOU jak ja mam to nikt nie ma :P A co do zmian z bazy 3d to czesto uzywam stockow 3d do szybkiego ustawieni bryly, okreslenia jak bedzie oswietlona itp. Konkretne designerskie zmiany szybciej sie robi w 2d. Juz mi sie troche wyrobilo wlasciwe okreslanie czywarto nad czyms w 3d przysiedziec czy moze szybciej to zrobie na podmalowce. Dzieki za komenty ;]
  9. Ojej jakie to krótkie... Świetna sprawa aż się chce oglądać i oglądać. Gratulacje dla całego zespołu ;]
  10. Ta okładkę Rome to z checia bym widzial w swoim folio :] Szczyt komplementu ode mnie :P Dzieciaki dorodne, widac ze z lubelskiej ziemi :D
  11. Renderuje czasem rozne passy dla roznych materialow (ciuszki, blyszczacy metal, matowy metal, plastik itp) i w szopie maskuje co gdzie ma byc ale lwia czesc jest po prostu maziana tabletem. Nie texuruje bo jak sobie pomysle ze jeszcze mapy i UVW mailbym robic to mi sie odechciewa. Tymbardziej ze te postacie sa widoczne tylko w jednym rzucie. Jakby ktos mial jakas fajna szybka technike na proste texturowanie (takie bez calej zabawy z roznymi mapami) ktore dalo by sie przeniesc z ZB do Maxa to chetnie przyjme :P
  12. Witam Dawno nie było wrzuty świeżej wiec lecimy z nowymi obrazkami ;] Dla Games Workshop i Warhammera 40k (wraz z bazami 3d jakie zrobiłem w Zbrushu i Maxie) Seria obrazków dla Applibot (wraz z bazami 3d jakie zrobiłem w Zbrushu i Maxie) I na koniec obrazek inspirowany The Last Of Us Większość obrazków to świerzynki nie publikowane nigdzie indziej wiec byłbym wdzięczny jakby przez jakiś czas nie opuszczały tego forum ;] Wszelkie uwagi i komentarze jak zwykle mile widziane. Lepszego feedbacku niż na forum raczej nie znajdę ;]
  13. Majac dzialalnosc gospodarcza wykonanie dziela dla klienta i przekazanie do niego praw autorskich to wie rozne transakcje. Wedlug tej nowej interpretacji z pierwszej rozliczasz sie normalnie w ramach DG z drugiej jako osoba fizyczna. Jako osoba fizyczna przy przekazaniu praw autorskich mozesz odliczyc sobie 50% kosztow uzyskania przychodu do kwoty okolo 85tys rocznie. Zatem do tej kwoty placisz 18% podatku ale tylko od polowy zarobionych pieniedzy, bo druga polowa to wpomniane koszty. Powyzej 85tys przychodu placisz juz pelne 32%. Jesli zatem odpowiednio bedzie sie wyceniac przekazanie praw autorskich mozna przyoszczedzic na podatkach kolo 10 tysiakow
  14. To jeszcze pare sprostowan ode mnie. Generalnie to co pisze mallow sie zgadza, jedyne do czego mam zastrzezenia to: 1. To tak teoretyczie mozna, tak samo jak teoretycznie mozesz swoja nieruchomosc sprzedac komus za zlotowke. W praktyce w wypadku kontroli Urzad Skarbowy moze stwierdzic ze twoje wyceny odstaja od sredniej rynkowej i na podstawie tej wyimaginowanej sredniej dowalic ci odpowiedni do niej podatek ktory powinienes zaplacic. NIe od tej zlotowki a od tej sredniej jaka powinienes dostac za sprzedaz praw autorskich / nieruchomosci. 2. Tutaj pani akurat nie dokonca ci prawde powiedziala. Jest takie cos jak dzialanosc wykonywana osobiscie (polecam sprawdzenie tego hasla) i generalnie graficy, designerzy, programisci (w sumie wszyscy ktorzy sami cos tworza na zlecenie) sie w ta kategorie lapia. Dzialanosc ta nie wymaga rejestracji, zalapuje sie na standardowa skale podatkowa, a jedyne co trzeba robic to ryczaltowac co miesiac podatek (no chyba ze robi to za ciebie pracodawca) i sie z tego odpowiednie na koniec roku rozliczac w picie. Wracajac do tematu, czyli zmiany interpretacji ustawy, to dla zuczkow wyrobnikow takich jak ja, ktorzy dla kogos pracuja to jest ona nawet na reke, bo dostajemy furtke na 85tys przychodu opodatkowanego efektywnie na 9%, wystarczy tylko odpowiednio rozpisywac przekazanie praw autorskich do kazdej wykonannej pracy. Natomiast od strony firm zatrudniajacych wszelakiej masci artystow od ktorych wymagane jest przekazanie majatkowych praw autorskich od wykonanego dziela (lacznie z programistami w tym przypadku) jest to niezly cios w krocze. O ile rozumiem ze zostalo to wycelowane w przemysl muzyczny / filmowy ktory zyje ciagla sprzedaza praw autorskich roznym podmiotom, to chyba kogos tam w ministerstwie ponioslo i ma zamiar wygonic z kraju co wieksze firmy obslugujace arystow. Jak mi sie jeszcze przypomni niedawny zryw patriotyczny jaki towarzyszyl przeniesieniu znakow towarowych LPP na cypr to uderza mnie fala absurdu rozmiarow tsunami. Tak wlasnie Polski fiskus traktuje firmy w tym kraju, zero szacunku, zero poszanowania, dawac sie golic i nie marudzic.
×
×
  • Create New...

Important Information

We are using cookies. Read about our Privacy Policy